życie

Jak zostałam „specjalnym przypadkiem”

Czuję się strasznie wyjątkowa. Moje pierwsze 2 lata w Wenezueli  to pasmo „specjalnych przypadków” i „rozwiązań na drodze wyjątku”. A chodzi o rzeczy błahe  jak załatwienie wizy, dowodu osobistego czy przyznanie stypendium. Dlaczego takie błahe rzeczy urastają do rangi wielkiego przedsięwzięcia? Otóż mieszkam i żyje w Wenezueli, a pochodzę zaś z europejskiego kraju rządzonego prawami kapitalizmu. I już, wystarczy.  Z założenia ze stanika wypadają mi euro, a z torby wysypują się dolary. Zatem w półukłonach dostarczam stery pism i czekam potulnie miesiąc, dwa na odpowiedź. Stypendium? „Mamy je tylko dla mieszkańców Ameryki Południowej, Ty jesteś z Europy!”. Romantyczne pismo o  pięknie Wenezueli i moim zauroczeniu tym krajem, ludźmi i kulturą rozwiązuje problem.

biurokracja

Wszystkie te „wyjątki” żadnym wyjątkiem nie są, stanowią normalna procedurę urzędniczą, którą inni obywatele, jak i obcokrajowcy  krajów ościennych, krajów „przyjaciół” przechodzą zwyczajnie. A zapomniałabym o jednym, szczególnie ważnym katalizatorze wszelakich działań biurokratycznych – łapówce. Jako, że rozpieszczona życiem w posocjalistycznej Polsce nie wiem jaką  moc ma łapówka (już słyszę salwy śmiechu niektórych czytelników) i jak kluczowym element życia w socjalistycznym kraju stanowi jej użytkowanie.  Tu tymczasem można usłyszeć w urzędzie niczym nieskrępowanych petentów dopytujących urzędników „ czy podobał się Panu prezent wysłany do domu?”…

Ale istnieją też bariery, których żadna siła i moc elokwentnych pism w nacjonalistycznym tonie nie rozstrzygnie (wciąż trwam w „bezłapówkowym stanie”). Należy do nich m.in. założenie konta w banku międzynarodowym, niekontrolowanym przez rząd, gdzie pieniądze są „bezpieczne” jak na wenezuelskie warunki.

Wrzesień 2013
– ale mnie dziś bolą plecy…i muszę się napić kawy – rozpoczyna rozmowę ze mną pracownica jednego z międzynarodowych banków gdzie chciałbym założyć rachunek. Mam wszystko, czego bank ode mnie zapragnął: wenezuelski dowód zdobyty w trudach, tutejszy NIP, wszystkie potrzebne mi dokumenty, zaświadczenia i referencje. Triumf sam w sobie, że wszystko to posiadam. Jestem spokojna, ale skupiona i czujna. Trochę zbija mnie z tropu niekompetentna pracownica banku, ale obstaje przy swoim: chce założyć konto, mam stały dochód i stałe miejsce zamieszkania. Ale nie mogę… moja wydana na jeden rok wiza mi na to nie pozwala. Jeszcze 2 miesiące temu było to możliwe, nawet z paszportem. Dziś już nie i koniec. Duch walki we mnie nie ustaje, proszę dziekana i byłego dyrektora instytutu naukowego, w którym studiuje, o wsparcie. Spokojna , że ta furtka wiedzie do kolejnego wyjątku dla Izabeli. A tu policzek, nikt nic nie może zrobić. Przysiadam zatem i patrzę na mglistą, finansową przyszłość moją w tym kraju.

Listopad 2013
Odradza się nadzieja na lepsze jutro w momencie decyzji przyjęcia na ekologiczny kongres w Cambridge! Marzy o tym każdy biolog. Z nową energią rozpoczynam poszukiwania funduszy na wyjazd do Anglii, bo przecież student prezentujący prace na prestiżowej konferencji to zaszczyt i sukces dla instytutu! Zapewne, ale nie tu. Ponownie czkawką mi się odbija moje europejskie pochodzenie i wyimaginowane euro wysypujące się z rękawa. Zatem wsparcia od strony fundacji, które między innymi taka pomocą się zajmują nie będzie! I basta.
Wiem, że to ważne wydarzenie i nie odpuszczam! Łapówki nie daje, bo po pierwsze nie chce a po drugie nie mam! Jakbym miała na łapówkę to bym nie prosiła o pieniądze…
Stanęłam na głowie i sama sobie kupiłam bilet do Anglii. Tak zaś ugościli  mnie wspaniali rodacy zarówno w Cambridge jak i w Londynie!

Wenezuelskie „gry i zabawy” biurokratyczno-polityczne zmuszają mnie do poszukiwania rozwiązań, polskiego kombinowania. I oto szybko pojawia się jedno – muszę mieć wenezuelskie obywatelstwo! Wówczas do wszystkich urzędów drogi będą stały otworem, rachunki bankowe otwierać się będą same, a wsparcie finansowe dla naukowców same wlewać na nowo otwarte konto. A jak zdobyć obywatelstwo? Bardzo prosto, wystarczy znaleźć wenezuelskiego męża! Oczywiście nie myśli mi się za to płacić, przecież jestem niebieskooką blondynką (jak na wenezuelskie warunki)!

P.S . Pomysł z wenezuelskim mężem tylko na chwile poprawił mi humor, otóż okazuje się, że nie tak jak w Polsce, musiałabym odczekać 4 lata aby dostać obywatelstwo.

Najnowsze wpisy

Kategorie

Tagi